Jak umierać, to w domu
W naszym kraju funkcjonuje od wielu lat powiedzenie, ze jak umierać, to w domu. Niechętnie dajemy się położyć w szpitalu, bo to traktujemy niemalże jak wyrok śmierci. I bynajmniej nie chodzi o samą umieralność, ale samo podejście personelu medycznego do pacjenta. To podejście bowiem jest zazwyczaj co najmniej naganne. Niestety nikt za niekompetencje i opryskliwe traktowanie pacjenta lekarzy nie karze. A skoro nie, to po co się starać. Ci swoje zarabiają, a czy leczą skutecznie, czy nie – niewiele ich to obchodzi. A trafić do szpitala w okresie świątecznym to prawdziwy koszmar.
Ie ma wtedy co liczyć na profesjonalne podejście do tematu. Większość badań nie jest nawet przeprowadzanych,. Bo akurat jedyna osoba umiejąca obsługiwać tomograf jest w domu na świętach i wraca po nowym roku. A ludzie cierpią i... i często umierają. To prawdziwe nieszczęście. I nie można się tutaj dziwić, że 79% społeczeństwa negatywnie ocenia polską służbę zdrowia, że lekarzy uważa się za jedną z największych mafii i klik społecznych, które zachowują się jak święte krowy i nie poczuwają się w odpowiedzialności za należyte wypełnianie swoich obowiązków zawodowych. Nie ma się co oszukiwać – dla większości lekarzy medycyna to nie powołanie, ale sposób na zarobek. Z jednej strony pensja, z drugiej łapówki. Bo chory, żeby był należycie traktowany musi dać w łapę lekarzowi,w przeciwnym razie będzie się czuł jak medyczny odrzut.
Zdajemy sobie sprawę, że to bardzo ostre słowa. Nie miej słowa prawdziwe. Wolelibyśmy takowych tu dziś nie wypowiadać, ale niestety żyjemy w Polsce, w kraju, w którym wszyscy wiedza jak jest, ale nikt o tym głośno mówić nie chce i jeszcze mniej ludzi pragnie to zmienić. Wydaje się, ze jedynym pomysłem jest jedna wielka sprzedaż majątków szpitalnych, zarówno obiektów w postaci budynków, jak i całego sprzętu. Bo jeśli do naszych szpitali weszłyby prywatne firmy, to prawdopodobnie lekarze zostaliby zmuszeni do starań i zabiegania o losy pacjenta. W przeciwnym razie nikt z usług „źle osławionego” szpitala nie chciałby korzystać, a co za tym idzie – dana firma medyczna by bankrutowała. Żeby jednak tak się stało, musiałby się znaleźć u władzy człowiek z przysłowiowymi jajami, który nie bałby się podjąć trudną decyzję.
Oczywiście środowiska lekarskie by protestowały, ale wiadomo dlaczego. Żaden lekarz nie chce w naszym kraju, by ktokolwiek przykręcił mu śrubę jeśli chodzi o pracownicze obowiązki. Wraz z prywatyzacją szpitali przyszłyby i liczne zwolnienie niekompetentnej kadry. Nie byłoby też zbyt dużych wynagrodzeń w stosunku do faktycznych umiejętności lekarza. Bo dziś wielce często zdarza się, że o wysokości wynagrodzenia decyduje nie faktyczna umiejętność, ale kolesiostwo. Cóż... wobec takiego obrazu polskiej służby zdrowia lepiej nie chorować. A jeśli, to leczyć się domowymi sposobami, a z usług lekarzy korzystać tylko w ostateczności. Póki co pozostaję modły – i wierzyć należy, że się to zmieni niebawem.
